<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=M. Dbrowska: korespondencja wasna z m/s Batory> 
<author_1=M. Dbrowska>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1951">
<month="10">
<date=1951-10-07>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Obsuguj dwa stoiska. Na hallu A w klasie pierwszej i na hallu B w turystycznej. Przez oszklone ciany moich klatek, zapenionych pamitkami, kosmetykami, bielizn i biuteri, ogldam ycic statku.
W tej chwili jest dwunasta, najskwarniejsza godzina dnia: 500 w cieniu. O tej porze przychodzi osabienie, ciao poci si nadmiernie, w gowie szumi. Pasaerowie wic odpoczywaj. Widz ich, lecych bezwadnie w fotelach. W pewnej chwili jeden z nich przeciga si, wstaje, podchodzi do mnie i po angielsku prosi o past do zbw. Jest to Hindus, w wieku koo trzydziestki. Na gowie kaszmirowy turban, ubrany jest w lune biae ubranie i koszul o tureckim wzorze. Jedynie nogi przypominaj Europ, z ktrej wanie powraca: nosi czarne pbuciki i czarne weniane skarpetki. Pacc, umiecha si przyjanie, a w umiechu odsania rzd zbw, jakie tylko mona spotka w twarzy Hindusw: rzd nieskazitelnie biaych pere. Z tubk pasty w rku klient mj wyglda na yw reklam tego zbawiennego dla produktu.
ona kupca z Bombaju kupuje polskie regionalne lalki. Dziwnie si czuje may gral w ciemnej, podunej doni przyciskajcej go do obfitego ona. Starsza pani jest ubrana w zielone szaty, obszyte rbkiem zota. Na karku ma gruby wze sinawych wosw. Midzy brwiami czerwony znak swej kasty.
May 4-letni Ali przybiega do sklepu zupenie nagusieki. W rku trzyma wymitoszony kupon 9-pensowy i rezolutnie da czekolady. Czekolada jest waciwie kremem czekoladowym, wyciekajcym z opakowania. Sama odwracam z obrzydzeniem gow od czego tak tustego i ciepego. Ali jednak paaszuje to ze smakiem.
Dzieci wieziemy bardzo wiele. Koczy si najgortsza pora w Indiach, na ktr bogaci Hindusi wywo dzieci do Europy.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>